Tylko paneuropejska lewica może pokonać populizm

Only a pan-European left can defeat ‘populism’

Były pewne spektakularne szczegóły, takie jak doszczętna klęska dwóch głównych partii w Zjednoczonym Królestwie. Jednak nie powinno nas to zaślepić w przekonaniu, że stało się coś wielkiego i zaskakującego. Owszem, nowa populistyczna prawica zrobiła postęp, ale i tak daleko jej do przeważającego trendu. 

„Słyszymy to zdanie, jak mantrę, że ludzie chcieli zmiany. Ale może jest to bardzo zwodnicze – ponieważ nie określa się, o jaką zmianę chodzi?”

Zamiast tego, była to jedynie wariacja na temat starego motta ‘coś musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu’.

Europejczycy postrzegają samych siebie jako mających zbyt dużo do stracenia, by przeprowadzić rewolucję (zdecydowane powstanie) i dlatego większość z nich głosuje na partie, które obiecują pokój i spokojne życie (w obliczu finansowych elit, zagrożenia ze strony imigrantów…).

Stąd jedną z przegranych wyborów europejskich 2019 była populistyczna lewica, szczególnie we Francji i Niemczech. Ponieważ większość nie chce politycznej mobilizacji. Populiści prawicowi rozumieją ten przekaz dużo lepiej. Tak więc to, co oferują, to nie aktywna demokracja, lecz silna władza autorytarna, która będzie służyć (tak się to przedstawia) interesom ludu. 

Nic nie jest takim, jak się wydaje

W tym też tkwi zgubne ograniczenie greckiej DIEM Yanisa Varoufakisa: rdzeniem jej ideologii jest nadzieja na zmobilizowanie grupy zwykłych ludzi, by dać im głos tytułem złamania hegemonii elit rządzących. 

Nawet zwycięstwo partii Zielonych w tych wyborach europejskich 2019 wpasowuje się w tą formułę: nie może to być odbierane jako prawdziwe ekologiczne przebudzenie, była to raczej namiastka głosowania, preferowane prawo wyborcze tych, którzy jasno widzą braki w hegemonii politycznej europejskiego establishmentu i odrzucają nacjonalistyczno-populistyczną reakcję na nią, ale jednocześnie nie są gotowi, by zagłosować na radykalną lewicę. 

Pod tym względem był to głos tych, którzy chcą zachować czyste sumienie bez określonego działania. To znaczy, od razu było widoczne, że dzisiejsze europejskie partie Zielonych kładą nacisk na umiarkowanie: w większości są osadzone w ‘zwykłej polityce’ i ich celem jest kapitalizm z zieloną twarzą. Wciąż jesteśmy daleko od potrzebnego radykalizmu, który może się pojawić tylko poprzez koalicję Zielonych z radykalną lewicą. 

Płynąca stąd lekcja dla lewicy brzmi: porzućcie marzenia o wielkiej powszechnej mobilizacji i skupcie się na zmianach w codziennym życiu. Prawdziwy sukces ‘rewolucji’ może być zmierzony tylko dzień po tym, jak wszystko wraca do normy: poprzez wartość tego, jak ta zmiana jest odbierana w codziennym życiu przez zwykłych ludzi. 

Opowiastka z morałem

Stąd smutny los Syrizy jest emblematyczny jeśli chodzi o nową sytuację europejskiej lewicy. Nastawiona na przegraną w następnych wyborach w Grecji, paradoksalne będzie mogła odgrywać rolę zazwyczaj zarezerwowaną dla prawicowych dyktatorów. 

Czerpała z tego w czasach niepokojów i kryzysu ekonomicznego i de facto zniszczyła rodzącą się powszechną mobilizację (oryginalną podstawę swojej władzy) jednocześnie narzucając zaciskanie pasa. 

Teraz kiedy to zadanie zostało wykonane, prawdopodobnie straci ona władzę i ‘normalna’ partia konserwatywna (Nowa Demokracja) ją po niej obejmie. Taki jest nasz dzisiejszy świat, gdzie prawicowi populiści wprowadzają dobrobyt, a radykalna lewica autorytarnie każe zaciskać pasa. 

Zataczając koło z powrotem do Zjednoczonego Królestwa, bałagan z Brexitem nie jest wyjątkiem, lecz spotęgowanym wybuchem napięcia, które rozprzestrzenia się po całej Europie. Co pokazuje sytuacja w Wielkiej Brytanii, to to, że jak określiłby to Mao, drugorzędne sprzeczności mają znaczenie. 

Błędem Corbyn’a było to, że zachowywał się, jakby wybór między Brexitem a jego brakiem nie był ważny, więc (mimo iż popierał Brexit) oportunistycznie manewrował między dwoma stronami starając się z żadnej nie stracić głosów. 

Ale drugorzędne sprzeczności się liczą: najważniejszym było, aby zająć jasne stanowisko.  Jest to też ogólne ta kwestia, którą europejska lewica starannie omija: jak zamiast ulegać nacjonalistyczno-populistycznej pokusie stworzyć nową lewicową wizję Europy. 

Zagrożenie nie płynie ze strony populizmu: populizm to jedynie reakcja na porażkę liberalnego europejskiego establishmentu w pozostaniu wiernym europejskiemu potencjałowi emancypacyjnemu i zaoferowaniu zwykłym ludziom fałszywego rozwiązania ich problemów. 

Tak więc jedynym sposobem na pokonanie populizmu jest poddać sam liberalny establishment i jego obecną politykę bezlitosnej krytyce. Początek nowej radykalnej lewicy jest jedynym sposobem na uratowanie Europy – ale której lewicy? Nie tej wyłaniającej się populistycznej lewicy silnych nacjonalistycznych krajów, lecz prawdziwej, paneuropejskiej lewicy.