Trump czy Clinton, Brexit czy pozostanie, Maduro czy Guaido? Oba wybory są gorsze.

Kiedy czytam o ciągle trwającym sporze o Brexit w Wielkiej Brytanii, moje pierwsze skojarzenie to zawsze Stalin. W późnych latach 20-tych XX wieku, kiedy ów Gruzin został zapytany przez dziennikarza, czy gorsze jest odchylenie prawicowe (z Bukharinem i jego towarzystwem) czy lewicowe (z Trockim i jego sprzymierzeńcami), odciął się ‘Oba są gorsze’. 

Faktycznie, jest to znak, iż znajdujemy się w kiepskim położeniu, jeśli stawiamy czoła politycznemu wyborowi musimy opowiedzieć się za którąś ze stron, nawet jeśli jest to ‘mniej zła’ opcja; odpowiedź narzuca się sama: ‘Ale one obie są gorsze!’. 

Oczywiście nie znaczy to, że oba bieguny sprowadzają się do tego samego. W konkretnych sytuacjach powinniśmy na przykład warunkowo poprzeć protesty Żółtych Kamizelek we Francji lub zawrzeć taktyczny pakt z liberałami, by zablokować zagrożenie fundamentalistów wobec naszych swobód (powiedzmy na przykład, kiedy fundamentaliści chcą ograniczyć prawo do aborcji lub otwarcie uprawiać politykę rasizmu). 

Jednakże oznacza to, że większość wyborów narzucanych nam przez media to wybory sztuczne – ich celem jest zaciemnianie prawdziwych opcji. I należy z tego wyciągnąć smutną lekcję: to, że jedna strona konfliktu jest zła, nie oznacza automatycznie, że ta druga jest dobra. 

Smutna selekcja

Weźmy obecną sytuację w Wenezueli: chcemy Maduro czy Guaido? 

Obaj są gorsi, choć nie w taki sam sposób. Maduro jest ‘gorszy’ bo jego rządy doprowadziły Wenezuelę do kompletnej finansowej porażki z większością populacji żyjącą w skrajnej biedzie, nie może być to całkowicie przypisane sabotażowi ze strony wewnętrznych i zewnętrznych wrogów. 

Wystarczy przypomnieć nieodwracalne zniszczenie, jakie rządy Maduro wyrządziły idei socjalizmu: przez dziesiątki lat będziemy musieli słuchać w różnych wariantach tekstu ‘Chcesz socjalizmu? Popatrz na Wenezuelę’.

Jednak Guaido nie jest mniej ’gorszy’: kiedy przedstawił się jako prezydent, bez wątpienia byliśmy świadkami dobrze zorganizowanego przewrotu kierowanego przez USA, a nie niezależnego powstania ludu przeciwko władzy (które jest tym brakującym ‘lepszym’ trzecim wyjściem w sporze  między Maduro i Guaido, którzy obaj są ‘gorsi’). 

I nie powinniśmy się wykręcać od stosowania tej samej logiki to walki między populistami a establishmentem liberałów, która charakteryzuje obecnie zachodnie demokracje. Co w odniesieniu do polityki USA oznacza, że naszą odpowiedzią na pytanie ‘Trump czy Clinton’ (teraz Pelosi) powinno być: oboje/obaj są gorsi!

Trump oczywiście jest ‘gorszy’: agent ‘socjalizmu bogaczy’ systematycznie podkopujący normy cywilizowanego życia politycznego, niszczący prawa mniejszości i ignorujący zagrożenia dla naszego środowiska między innymi. 

Ale też i demokratyczny establishment jest ‘gorszy’: nie powinniśmy nigdy zapominać, że to nieuchronna klęska demokratycznego establishmentu stworzyła pole dla populizmu Trumpa. 

Przez to krokiem do pokonania Trumpa jest radykalna krytyka obwarowanych elit. Dlaczego Trump i inni populiści wykorzystują ludzki strach i rozżalenie? Ponieważ ludzie ci poczuli się zdradzeni przez tych u władzy. 

Do czego konkretnie się to sprowadza? Między innymi oznacza to, jakkolwiek nieprzyzwoicie by to brzmiało, że lewica nie powinna się obawiać uczenia się od Trumpa. 

Kuglarstwo

Jak działa Trump? Wiele dobitnych analiz wskazuje na to, że podczas gdy (przynajmniej w większości) nie łamie wyraźnych praw i zasad, krańcowo wykorzystuje fakt, iż te prawa i zasady są zależne od gęsto splecionych ze sobą niepisanych praw i zasad oraz zwyczajów, które określają, w jaki sposób stosować się do pisanego prawa i rażąco łamie te niepisane. 

Ostatni (i jak na razie najbardziej ekstremalny) przykład tej procedury to ogłoszenie przez Trumpa stanu wyjątkowego. Jego krytycy byli w szoku, że wykorzystał środek zazwyczaj potrzebny przy katastrofach typu zagrożenie wojenne czy też klęska żywiołowa po to, by zbudować granicę, która ma chronić USA przed wymyślonym zagrożeniem. 

Jedak nie tylko Demokraci krytykowali to posunięcie – niektórzy zwolennicy prawicy również byli zaniepokojeni faktem, że decyzja Trumpa rozpocznie niebezpieczny precedens: co jeśli przyszły lewicowo demokratyczny prezydent ogłosi stan wyjątkowy z powodu, dajmy na to, ocieplenia klimatu?

Mój argument jest taki, że lewicowy prezydent powinien dokładnie coś takiego zrobić, szczególnie że globalne ocieplenie nie dotyczy tylko jednego kraju. Ogłoszony czy nie, jest to stan wyjątkowy. 

I kieruje nas to z powrotem do patowej sytuacji z Brexitem. Wyniszczająca blokada przejrzystych politycznych decyzji w Wielkiej Brytanii i ów podział w tradycyjnie dominujących partiach dobitnie pokazuje, że oba wyjścia są ‘gorsze’. Żadna z nich nie wydaje się mieć spójnej politycznej wizji, zamiast tego łączą oportunizm z ideologicznymi wypaczeniami. 

Popierający Brexit są ‘gorsi’ z powodu populistyczno-nacjonalistycznego rdzenia ich rozumowania, przeciwnicy Brexitu są ‘gorsi’ ponieważ nie odnoszą się do tego, co jest głęboko niewłaściwe w obecnym funkcjonowaniu Unii Europejskiej. 

Wybór, który proponuje się Brytyjczykom to tylko powtórka z globalnego konfliktu pomiędzy liberalnym establishmentem i reakcją populistów. 

Obie strony nie potrafią zauważyć prawdziwego zadania: jak zbudować nową Europę, która ocaliłaby to, co jest warte walki w europejskim dziedzictwie emancypacji. Zamiast tego jedni zdradzają to dziedzictwo poprzez cofanie się do polityki państw narodowych, a drudzy przez przekształcanie Europy w królestwo technokratów. Są to dwa oblicza tej samej katastrofy.