Tragiczna śmierć zaczątkiem bośniackiego cudu

Tragic deaths inspire a Bosnian miracle

Kiedy myślimy o Bośni i cudach, pierwsze skojarzenie, które się nasuwa, to pojawienie się Dziewicy Marii w Medziugorje kilka dziesięcioleci temu – wydarzenie, które przyciągnęło do tego miejsca miliony pielgrzymów. 

Jednak większy cud miał miejsce tydzień temu w Banja Luce, stolicy serbskiej części Bośni (‘Republice Serbskiej’), a potem w innych bośniackich miastach zróżnicowanych etnicznie. 

Ten cud to nie wybory, które miały miejsce zeszłej niedzieli. Jak zwykle bośniackie wybory (z towarzyszącymi nieprawidłowościami) spotkały się z apatią i obojętnością i tylko potwierdziły potrójny etniczny podział państwa.

Dziś część serbska coraz bardziej zachowuje się jak suwerenne państwo, a w islamskim Sarajewie postępuje islamizacja, czego dowodem może być chociażby to, że coraz trudniej jest tam dostać piwo czy wino w barach i restauracjach, i nie jest to jedyna rzecz. 

W międzyczasie specyficzny rodzaj szeroko nagłaśnianych tzw. PPP (publiczno-prywatne partnerstwo) kwitnie w całej Bośni: lokalne elity polityczne powiązane z pół-legalnymi prywatnymi biznesami, ich władza usankcjonowana jako obrońców mniejszości narodowych (Bośniaków i Serbów) przed ‘wrogiem’. W sytuacji, kiedy bieda jest wszędzie i młodzi emigrują do Europy Zachodniej w poszukiwaniu pracy, nacjonalizm kwitnie i obrona tożsamości etnicznej przeważa nad problemami ekonomicznymi. 

Lekcje z przeszłości

Problem, z którym boryka się Bośnia, jest dobrze ukazany w tym, co stało się kilka lat temu w Chorwacji. Zostały tam ogłoszone dwa zgromadzenia publiczne: związki zawodowe wzywały do protestu przeciwko bezrobociu i ubóstwu (bardzo odczuwanych przez zwykłych ludzi). W tym samym czasie prawicowi nacjonaliści ogłosili zgromadzenie, aby zaprotestować przeciwko ponownemu wprowadzeniu oficjalnego statusu cyrylicy w Vukovarze (ze względu na serbską mniejszość). 

Oczywiście na pierwszy protest przyszło kilkaset osób, podczas gdy na drugi – ponad 100 000. Bieda była odczuwana jako codzienny problem dużo bardziej niż cyrylica przez zwykłych ludzi, a jednak związki zawodowe nie dały rady ich zmobilizować.

Mądrzy komentatorzy lubią przywoływać takie historie, aby cynicznie szydzić z lewicowców, którzy twierdzą, że powinniśmy walczyć z lokalnym nacjonalizmem i doprowadzić do międzynarodowościowej koalicji tych, którzy są manipulowani i eksploatowani przez rządzące elity etniczne. Cierpliwie tłumaczą, jak, szczególnie w miejscu takim, jak Bałkany, ‘irracjonalna’ nienawiść etniczna jest zbyt głęboka, by zostać przytłumiona przez problemy ekonomiczne – mając na myśli, że międzynarodowościowa koalicja jest cudem, który nigdy się nie wydarzy. 

Cóż, ten cud właśnie się dzieje. Medziugorje przy nim blednie. 

Straty w ludziach

David Dragicevic, młody bośniacki Serb, hacker, zniknął w nocy z 17 na 18 marca tego roku (2018), jego ciało zostało znalezione w pobliżu Banja Luki 24 marca; było widać po ciężkich obrażeniach, jakich doznał, iż zmarł na skutek tortur. 

Od 26 marca zaczęły się protesty na głównym placu Banja Luki, zorganizowane przez jego ojca, Davora, pod hasłem ‘Sprawiedliwość dla Davida’. Policja najpierw ogłosiła jego śmierć samobójstwem, dopiero po silnych naciskach ze strony społeczeństwa wszczęła śledztwo w sprawie morderstwa, na razie bezskuteczne.

Ostatecznie okazało się, że David trafił na ślad korupcji i innych działalności przestępczych rządzącej kliki, dlatego musiał zniknąć. 

Tydzień temu trwające protesty zmieniły się w masowe zgromadzenie, w którym uczestniczyły dziesiątki tysięcy ludzi, a tuziny autobusów przywoziły do Banja Luki uczestników z całej Republiki Serbskiej. Klika rządząca zareagowała paniką: tysiące policjantów patrolowały ulice i blokowały wejście do miasta. 

Teraz kolej na prawdziwy cud. Niespodziewanie, w cudownym odruchu solidarności wobec innej grupy etnicznej, podobne zgromadzenia miały miejsce w innych bośniackich miastach, gdzie to muzułmanie są większością. W Sarajewie, stolicy Bośni, setki domagały się sprawiedliwości w podobnej sprawie, która się tam wydarzyła: śmierć Dzenana Memica, który zaginął w nocy z 8 na 9 lutego 2016 roku, w sprawie której nigdy tak naprawdę nie przeprowadzono śledztwa, mimo iż ciało Dzenana również było zdeformowane przez tortury. 

Samotni razem

Protesty w Banja Luce, Sarajewie i innych Bośniackich miastach pozwoliły na wymianę informacji i podkreślenie solidarności pomimo różnic etnicznych, ponieważ wszyscy są skazani na bycie kontrolowanym przez skorumpowane elity PPP. 

Tak więc ostatecznie uświadomili sobie, że prawdziwe zagrożenie płynie nie ze strony grup etnicznych, lecz korupcji w swojej własnej grupie, oraz że mogą się pozbyć tego złośliwego guza jedynie przez wspólne działanie. I wtedy niemożliwe i ‘niewyobrażalne’ (dla cynicznych realistów) stało się możliwe. 

Oczywiście nie powinno się zbyt wiele oczekiwać od tego typu wybuchów. Podobny międzyetniczny ruch przeciwko ekonomicznemu ubóstwu miał miejsce kilka lat temu w czasie Arabskiej Wiosny, po czym stopniowo zaniknął. 

Jednakże ogień wciąż się tli pod powierzchnią i jest on jedyną nadzieją dla Bośni. Jest w tym potwierdzenie, że stare powiedzenie Abrahama Lincolna jest prawdziwe: Możesz zwodzić pewnych ludzi przez cały czas, możesz zwodzić wszystkich ludzi przez pewien czas, ale nie możesz zwodzić wszystkich ludzi przez cały czas.