Skargi za strony ruchu MeeToo i przeciwko antysemityzmowi zagrażają swobodzie dyskusji

Anti-Semitism & Me Too complaints challenge freedom of debate

W całej historii myślenie wbrew mainstreamowi było ryzykowne i niepopularne. Jednak czasem do pewnego stopnia było tolerowane. Dziś jest akceptowane coraz rzadziej.

Liberałowie wszelkiej maści lubią powtarzać cios, jaki zadała Bolszewikom Róża Luxemburg, niemiecka socjalistka: ‘Wolność jest wolnością dla tych, którzy myślą inaczej’.

Często też, żeby dodać pikanterii, cytują maksymę Woltera: ‘Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale do śmierci będę bronił Twojego prawa, by to mówić’.

Mając to na uwadze, czy nasze ostatnie (i nie takie ostatnie) doświadczenia nie pokazują, że wolność dla tych, którzy myślą inaczej, jest akceptowana tylko w ramach ograniczeń panującej umowy społecznej?

Widzimy to teraz wyraźnie, kiedy ta niepisana reguła wyznaczająca granice tego, co akceptowalne, rozpada się i rywalizują ze sobą o panowanie różne inne wizje. Lata temu Noam Chomsky wywołał skandal, kiedy zastosował maksymę Woltera do granic ekstremum: bronił prawa do publikacji książki Roberta Faurissona, który zaprzecza Holokaustowi; jego argumentacja została nawet zawarta w owej książce.

Dziś taki krok byłby natychmiast zakwalifikowany jako antysemicki.

Wielkie liczby

Zaprzeczanie holokaustowi dziś jest nie tylko karalne, lecz także zasady karania mają swoje ograniczenia liczbowe.

Na przykład jakąś dekadę temu krążył pomysł, żeby karalnym było ustalanie liczby ofiar Holokaustu poniżej pięciu milionów. Do tego dodano inne masowe zbrodnie – jak wtedy, gdy Francja zakazała zaprzeczaniu ludobójstwu Ormian.

Nawet kiedy coś nie jest prawnie karalne, może być faktycznie poddane kryminalizacji. Typowy jest tu przykład losów Martina Heideggera, który do niedawna uważany był za czołowego filozofa XX wieku. Kiedy wydano jego ‘Czarne zeszyty’, grupa liberalnych krytyków przeprowadziła skoordynowaną kampanię, żeby doprowadzić do kryminalizacji jego myśli.

Polegało to na tym, że z uwagi na jego bezpośrednie powiązania z ideologią nazistowską, Heidegger nie zasługuje nawet na to, żeby być przedmiotem poważnej filozoficznej debaty -powinno się go raczej odrzucić jako niegodnego takiego podejścia, gdyż jak to powiedział Emmanuel Faye, Heidegger nie tylko popierał nazizm, lecz jego myśl jest niczym innym, jak tylko wprowadzeniem nazizmu do filozofii.

Ten proces kryminalizacji ponad prawem osiąga dziś swój szczyt w dzisiejszej wersji politycznie poprawnego ruchu MeeToo. Czasem wygląda to tak, że uczestnicy tego ruchu bardziej przejmują się kilkoma zamożnymi kobietami, którym Louis CK pokazał penisa, niż setkami biednych dziewczyn, które zostały brutalnie zgwałcone. W odpowiedzi do tych, którzy wskazują na różnicę między Harvey’em Weinsteinem a Louisem CK, aktywiści MeeToo twierdzą, że ci, którzy tak mówią, nie mają pojęcia, jak działa męska przemoc i jak się jej doświadcza, i że masturbacja przed kobietami może zostać odebrana jako nie mniej brutalna niż przymus fizyczny.

Mimo iż jest jakaś część prawdy w obu tych twierdzeniach, powinno się bez względu na to postawić jakieś granice owej logice, która dostarcza tych argumentów: granice wolności są tak wąskie, że nawet najbardziej nieśmiała dyskusja o różnych stopniach wykorzystania jest uważana za nie do zaakceptowania.

Czy zatem wolność (dyskusji) nie jest ograniczona jedynie do tych, którzy myślą tak jak my? Musimy nie tylko zaakceptować zgodę na polityczną poprawność i ograniczać naszą debatę do pomniejszych szczegółów, nawet zakres tych szczegółów jest dziś bardzo wąski.

Stawiając krzyżyk

Czy zatem jestem zatwardziałym liberałem, który broni zupełnej otwartości? Nie, zakazy są niezbędne i powinny być ustalone granice. Ja tylko nienawidzę tych hipokrytów, którzy nie uznają oczywistego faktu, że w pewnym sensie wolność JEST wolnością dla tych, którzy myślą tak, jak my.

Uczestnicy kryminalizacji ‘mowy nienawiści’ zapewne próbują wymyślić sposób na wyjście z tego paradoksu, ich zwyczajową argumentacją jest: mowa nienawiści zasługuje na kryminalizację, ponieważ pozbawia swoje ofiary wolności i je poniża, więc pozbycie się mowy nienawiści tak naprawdę poszerza zakres wolności.

To prawda, jednak problem pojawia się wtedy, gdy procedury poprawności politycznej zakazują nawet debaty publicznej o tym zakresie, tak więc samowolne wykluczenie
(jak zakaz dla Louisa CK) jest wykluczone z dyskusji.

Argument podniesiony przeciwko obrońcom Louisa CK jest taki sam, jak ten wysunięty przeciwko członkom Partii Pracy, że tolerują antysemityzm: kim jesteśmy, żeby oceniać, czy skargi samozwańczych ofiar są słuszne czy nie?

Jest to sprawą urażonych, by zdecydować – jeśli czują się zranieni, to tak. Czy jednak na pewno?

Weźmy przykład antysemityzmu: powinniśmy brać na serio skargi brytyjskich Żydów, którzy czują się urażeni. Jednak czy oni są gotowi na to, by na serio potraktować skargi Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, czy może jest to jednak inny przypadek, jeśli skarga pochodzi od kogoś, komu się nie ufa?

Jeśli tak, to jest to dowód, iż zarzuty ofiar nigdy nie są przyjmowane takimi, jakie są, lecz na chłodno się je analizuje.

Jak to powiedział francuski filozof Gilles Deleuze dziesiątki lat temu, polityka, która opiera się na doświadczeniu tylko jednej grupy ludzi, zawsze będzie jedynie polityką reakcyjną.