Sekret, jak pokonać Trumpa, leży w Europie

Tuż po ogłoszeniu spotkania z Kim Dzon Unem, Trump zdecydował o wycofaniu się z porozumienia z Iranem, tym samym powodując destabilizację i zagrożenie wojną na Bliskim Wschodzie. 

Lecz oczywiście jest to jeden i ten sam Trump, który robi dokładnie to samo w obu przypadkach. W przypadku Korei Północnej zaczął od wywierania ogromnej presji, wliczając w to groźby militarne i sankcje ekonomiczne, to samo robi wobec Iranu w nadziei, że skoro zadziałało wtedy, to zadziała i teraz. 

Czy tak jednak będzie? Co jeśli amerykański rząd dobrze wie, ze presja na Irak nie zadziała? Co jeśli, wraz z Izraelem i Arabią Saudyjską, szykują się do wojny z Iranem?

Trudno jest spekulować na temat konsekwencji takiego konfliktu militarnego. Powinniśmy się raczej skupić na ograniczeniach całego podejścia Trumpa: czy dostanie zasłużoną karę? Ponieważ nie mogą tego zrobić ani Chiny ani Rosja – grają w ta samą grę co on – Ameryka (Chiny, Rosja…) przede wszystkim. 

Ostatnia nadzieja

Tylko Unia Europejska może zadać cios, a ta nowa sytuacja daje szansę, żeby umocniła się jej pozycja suwerennego bloku i żeby taktować pakt z Iranem jako wciąż obowiązujący. Widząc tę możliwość, francuski minister finansów Bruno Le Maire powiedział, że propozycja Trumpa, aby zmusić Unię Europejską do podzielania polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych powinna spotkać się z silną, niezależną polityką zagraniczną Unii. „Musimy ustalić między sobą w Europie linię obrony naszej niezależnej polityki ekonomicznej. Czy chcemy być tylko posłusznym wasalem, który podskakuje, żeby go zauważono?”

Brzmi dobrze – ale czy Europa ma wystarczająco dużo siły i czy jest wystarczająco zjednoczona, by to zrobić? Czy nowa Europa Wschodnia, rozciągająca się od krajów nadbałtyckich po Chorwację, poprze opór UE wobec Stanów czy też pokłoni się im udowadniając, że szybka ekspansja UE na wschód była błędem?

Co jeszcze bardziej komplikuje sytuację to fakt, iż Europa sama jest uwikłana w populistyczną rewoltę, spowodowaną przez coraz mniejsze zaufanie ludzi do technokracji z Brukseli, którą postrzegają jako ośrodek władzy bez demokratycznego uzasadnienia. 

Wynikiem ostatniego głosowania we Włoszech jest, po raz pierwszy w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej, dojście do władzy eurosceptycznych populistów. Ponadto rozwiązanie porozumienia z Iranem to tylko jedno z trzech ostatnich antyeuropejskich posunięć ze strony USA: przeniesienie ambasady USA w Izraelu z Tel Awiwu do Jeruzalem, czemu UE zażarcie się sprzeciwiała, oraz pierwszy strzał w wojnie handlowej z trzema największymi partnerami handlowymi poprzez nałożenie opłat na import stali i aluminium z UE, Kanady i Meksyku. 

Inne spojrzenie 

Mino iż większość z nas sympatyzuje z reakcją Unii, nie powinniśmy zapominać (jako nieprzestrzeganą zasadę) tła decyzji USA. Aby to zrozumieć, zwróćmy uwagę na temat, który na pierwszy rzut oka może wydawać się zupełnie odmienny: obecny szum, jaki zrobił się po tym, kiedy telewizja ABC nagle odwołała emisję serialu ‘Roseanne’ ze względu na rzekomy rasistowski tweet, który napisała gwiazda sitcomu, Roseanne Barr. 

W swoim tekście „Czy po tym, jak pozbyto się Roseanne Barr, to samo czeka całą klasę robotniczą w telewizji?” Joan Williams argumentuje, że lewica w końcu zaczyna słuchać białej klasy robotniczej. Przenikliwie zauważa, iż został przeoczony kluczowy fakt w całej tej awanturze: wycofanie serialu ‘ograbiło amerykańską telewizję z jedynego programu przedstawiającego białą klasę robotniczą w sympatyczny sposób w ciągu ostatniego półwiecza – innymi słowy od początków telewizji’. 

Williams bez wątpienia popiera wykluczenie Barr ze względu na jej rasistowskie tweety – ale dodaje: „ Mimo wszystko, rasa nie jest jedynym kryterium hierarchii społecznej. Poniżające sceny przedstawiające białą klasę robotniczą są nieodłącznym elementem kulturowej pogardy, która utorowała drogę takim demagogom jak Trump”. Smutne położenie białej klasy robotniczej jest najwyraźniejszym wskaźnikiem zaniku ‘amerykańskiego snu’. 

„Dosłownie wszyscy Amerykanie urodzeni w latach 40 XX wieku zarabiali więcej od swoich rodziców, dzisiaj jest ich mniej niż połowa. Rewolta ‘pasa rdzy’, która przyniosła zarówno Brexit, jak i Trumpa, odzwierciedla rozpadające się fabryki, umierające miasta i pół wieku pustych obietnic. Ci, których pozostawiono z tyłu, są bardzo, bardzo źli, Trump jest ich środkowym palcem, który mogli pokazać. Im bardziej wkurza on elity z wybrzeża, tym bardziej cieszy to jego wyborców. W końcu ktoś ich zauważył.”

Ważne jest, aby dobrze odczytać wojnę Trumpa na cła przeciwko największym sojusznikom w kontekście owego tła: w swojej populistycznej wersji walki klasowej, celem Trumpa jest (również) ochrona amerykańskiej klasy robotniczej (a czy pracownicy branży metalurgicznej nie są symbolicznymi postaciami tradycyjnej klasy robotniczej?) przed ‘nieuczciwą’ konkurencją z Europy i przez to ocalenie amerykańskich miejsc pracy. Dlatego wszystkie protesty urzędników i ekonomistów UE, Kanady i Meksyku jak i proponowane przez nich rozwiązania, trafiają w próżnię: posługują się bowiem logiką WTO o wolnym handlu międzynarodowym, podczas gdy tylko nowa lewica, która zauważa problemy ludzi pozostawionych z tyłu, może naprawdę przeciwstawić się Trumpowi. 

Na pewnym głębokim i nawet ukrytym poziomie, neokonserwatyści z USA postrzegają UE jako wroga. Ten pogląd, trzymany pod kontrolą w oficjalnym dyskursie politycznym, znajduje ujście w swoim odbiciu w podziemiu, ekstremalnej prawicy chrześcijańskiej ze swoją polityczną wizją i obsesyjnym strachem przed nowym porządkiem świata (z takimi teoriami spiskowymi jak ta, że Obama jest w sekretnej zmowie z ONZ albo że międzynarodowa interwencja zbrojna doprowadzi do tego, że wszyscy amerykańscy patrioci trafią do obozów koncentracyjnych itd.). 

Wykluczające się idee

Jednym ze sposobów na rozwiązanie tego dylematu jest ten od chrześcijańskich fundamentalistów, ubrany w słowa przez Tima laHaye’a: aby druga opozycja jednoznacznie poddała się pierwszej. Tytuł jednej z powieści laHaye’a idzie w tym kierunku: „Konspiracja Europy”. Tak więc największym wrogiem USA nie są islamscy terroryści, to tylko zwykłe kukiełki w rękach europejskich sekularystów, wysłańców antychrysta, którzy chcą osłabić USA i ustanowić nowy porządek świata pod władzą ONZ. W pewien sposób mają rację: Europa nie jest jedynie geopolitycznym blokiem władzy, lecz globalną wizją, która nie przystaje do amerykańskiej. 

To prowadzi nas do Trumpa i Putina: jeden otwarcie popierał Brexit, co do drugiego, to na Zachodzie wierzy się, że i on pragnie Brexitu. Obaj należą do konserwatywno-nacjonalistycznej linii ‘Ameryka/Rosja przede wszystkim’, która postrzega zjednoczoną Europę jako największego wroga (mimo że oficjalnie Putin twierdzi co innego, wielu Rosjan jest urażonych wykluczeniem ich z europejskiego projektu bardziej niż jego istnieniem) – i obaj mają rację. 

Problemem Europy jest jak pozostać wiernym dziedzictwu emancypacji, które jest teraz zagrożone przez populistyczny szturm? W swoich „Zapiskach o definicji kultury” wielki konserwatysta T.S. Elliot zauważył, że są chwile, kiedy jedynym wyborem jest ten między herezją a brakiem wiary, kiedy jedynym sposobem na zachowanie religii przy życiu jest sekciarskie odłączenie od głównego korpusu. To właśnie trzeba obecnie zrobić: jedynym sposobem, żeby naprawdę pokonać Trumpa i uratować to, co jest tego warte w liberalnej demokracji, jest sekciarskie oddzielenie się od głównego korpusu liberalnej demokracji.