Obecny trend samo-obwiniania się i poczucia winy służy interesom elit

W ostatnim komentarzu pisarka Laura Kipnis zwróciła uwagę na etyczno-polityczne implikacje ostatnich zmagań krytyka filmowego, Davida Edelsteina. W nawiązaniu do śmierci słynnego włoskiego reżysera Bernardo Bertolucciego, Edelstein rzucił niesmacznym żartem na swojej osobistej stronie na Facebooku: „nawet żałoba smakuje lepiej z masłem”.

Oświadczenie to było okraszone ujęciem Marii Schneider i Marlona Brando ze słynnej sceny gwałtu analnego w ‘Ostatnim Tangu w Paryżu’. Edelstein szybko to skasował (jeszcze zanim wybuchła publiczna krytyka, nie w jej wyniku), ale aktorka Martha Plimpton natychmiast zażądała w tweecie skierowanym do obserwujących jej profil: „zwolnić go, natychmiast”.

Oczywiście, to właśnie nastąpiło następnego dnia: w programie NPR (Narodowe Radio Publiczne) „Fresh Air” ogłoszono, że więzi z Edelsteinem zostają zerwane, ponieważ jego wpis był ‘obraźliwy i nieakceptowalny’. Szczególnie, gdy wziąć pod uwagę traumatyczne doświadczenia Schneider podczas kręcenia filmu, które sprawiły, że walczyła z depresją i uzależnieniem od narkotyków.

Tak więc jakie są implikacje (a raczej nieustalone zasady) tego wydarzenia? Po pierwsze „nie ma nic przypadkowego w przypadkowym żarcie”, nie można tłumaczyć, że to chwilowy błąd, ponieważ jest teraz postrzegany jako ten, który odkrywa prawdziwe oblicze obrażającego.

To dlatego jeden taki przypadek naznacza na zawsze, jakkolwiek by nie przepraszać. „Jedno potknięcie i cię nie ma. Bezmyślny wpis w mediach społecznych przeważy to, co napisałeś w ciągu 16 lat”. Jedyną rzeczą, jaka może pomóc, jest ciągły proces samokrytycznego sprawdzania samego siebie. „Jeśli tego nie udowodnisz, utwierdza cię to tylko w zbrodni przeciwko kobietom”.

Tak więc musisz to udowadniać raz za razem, ponieważ jako mężczyzna nie jesteś godzien zaufania: „mężczyznom się nie wierzy, mówią to, co im pasuje”. Prowadzi to do gorzkiej konkluzji Kipnis: „może już czas przestać się chować za hasłem ‘mówienie prawdy do tych przy władzy’, kiedy to kobiety mają władzę – mogą zniszczyć komuś karierę jednym tweetem.

Różne poziomy

Naturalnie, trzeba tu przedstawić pewne szczegóły: JAKIE kobiety są w stanie zniszczyć karierę JAKICH facetów? Prawdą jest jednak, iż jesteśmy świadkami przejawami władzy, która w innych okolicznościach powinna być zweryfikowana w rozsądny sposób (uczciwy proces sądowy, prawo do wątpliwości…) , lecz jeśli tylko ktoś o tym wspomni, z miejsca jest oskarżany o poparcie dla starych białych mężczyzn.

Dodatkowo bariera oddzielająca to, co publiczne od tego, co prywatne, w tym wypadku znika: ostatnio zażądano od kilku islandzkich posłów, żeby podali się do dymisji po tym, jak zostali nagrani jak obcesowo wyrażają się o swoich koleżankach i niepełnosprawnej aktywistce. Robili to przy barze, ktoś ich podsłuchał i wysłał nagranie do islandzkich mediów.

Jedyne porównanie, jakie przychodzi na myśl, to brutalna szybkość rewolucjonistycznych czystek – i faktycznie, wielu zwolenników #MeToo przywołuje to porównanie i twierdzi, że taka przesadność jest wskazana w początkowych fazach radykalnej zmiany.

Jednakże to właśnie to porównanie powinniśmy zdecydowanie odrzucić. Takie przesadne czystki wcale nie oznaczają, że rewolucyjna gorliwość zabrnęła za daleko, przeciwnie – wyraźnie wskazują, że rewolucja zmieniła kierunek i straciła radykalny kształt.

W skrócie, powinno się zabiegać o to, by #MeToo skupiło się na cierpieniach milionów zwykłych pracujących (zawodowo lub jako gospodynie domowe) kobiet. Może to być zrobione z empatią – przykładowo w Korei Południowej #MeToo wybuchło dziesiątkami tysięcy demonstracji przeprowadzonych przez zwykłe kobiety przeciwko eksploatacji seksualnej.

Tylko poprzez ukazanie zależności między eksploatacją seksualną i ekonomiczną możemy zmobilizować większość: nie można przedstawiać mężczyzn tylko jako potencjalnych gwałcicieli, trzeba im uświadomić, że ich brutalna dominacja nad kobietami wynika z poczucia ekonomicznej niemocy.

Tak więc w radykalnym MeToo nie chodzi o kobiety przeciwko mężczyznom, lecz o perspektywę solidarności między nimi.

Motyw migracji

To samo tyczy się innego naszego etyczno-politycznego problemu: jak radzić sobie z napływem imigrantów?

Rozwiązaniem nie jest otwarcie granic dla każdego chętnego i osadzenie tej otwartości w naszym zgeneralizowanym poczuciu winy (‘kolonizacja jest naszą największą zbrodnią, za którą będziemy płacić bez końca’). Takie podejście to kliniczny przykład paradoksu superego potwierdzonego przez sposób, w jaki imigranci fundamentaliści reagują na lewicowo-liberalne poczucie winy.

Tutaj im bardziej europejscy lewicowi liberaliści przyznają się do odpowiedzialności za sytuację, która doprowadziła do pojawienia się uchodźców, im bardziej żądają usunięcia murów i otworzenia granic dla imigrantów, tym bardziej są pogardzani przez migrantów o fundamentalistycznych poglądach.

Nie ma tu wdzięczności – im więcej dajemy, tym bardziej zarzuca się nam, że nie dajemy wystarczająco. Znaczące jest też to, iż najbardziej atakowanymi krajami nie są te, które otwarcie wyrażają swoją anty-imigrancką postawę (Węgry, Polska), lecz właśnie te najbardziej hojne.

Szwecji zarzuca się, że tak naprawdę nie stara się zintegrować imigrantów, każdy najmniejszy szczegół jest powodem do oskarżenia o hipokryzję (‘Zobaczcie, dalej podają wieprzowinę w szkolnych posiłkach! Dalej pozwalają swoim dziewczynom ubierać się wyzywająco! Dalej nie chcą wprowadzić elementów szariatu do swojego systemu prawnego!), podczas gdy każdy przejaw dążenia do równowagi (a gdzie są nowe kościoły chrześcijańskie w krajach muzułmańskich, w których chrześcijanie są mniejszością?) jest lekceważąco odrzucany jako europejski kulturowy imperializm.

Krucjaty są cały czas wypominane, podczas gdy okupacja znacznych części Europy przez muzułmanów traktowana jest jako normalna. Ukryte założenie jest takie, że ten radykalny grzech
(kolonizacji) jest przypisany do istoty Europy; grzech nie dotyczący innych, przez to nasze długi są nie do spłacenia.

Jednak łatwo dostrzec prawdziwe oblicze tego założenia, zupełnie przeciwne – pogarda; nienawidzą nas za nasze poczucie winy i odpowiedzialności, które uważają za oznakę słabości, brak szacunku i zaufania do samych siebie.

Jak na ironię, niektórzy Europejczycy uważają takie agresywne podejście za przejaw ‘witalności’ muzułmanów i porównują to z europejskim ‘wyczerpaniem’ – znów widząc w tym dowód na to, że potrzebujemy dopływu nowej krwi, aby odzyskać ‘witalność’.

Innymi słowy, my tu w Europie odzyskamy szacunek tylko jeśli nauczymy się stawiać granice, w pełni pomagać innym nie z pozycji poczucia winy i słabości, lecz z pozycji siły.

Ryzykując z nadzieją

Co mamy na myśli mówiąc o tej sile? Dokładnie taka siła została pokazana przez Angelę Merkel, kiedy zaprosiła uchodźców do Niemiec. Jej zaproszenie było przejawem zaufania, że Niemcy są w stanie to zrobić i są wystarczająco silne, by zachować swoją tożsamość przyjmując migrantów.

Podążając tym tokiem myślenia, mimo iż anty-imigranccy patrioci lubią się przedstawiać jako zdecydowanych obrońców narodu, to właśnie ich postawa zdradza znamiona paniki i słabości – jak mało muszą oni wierzyć w niemieckie społeczeństwo, że postrzegają kilka setek przybyszów jako zagrożenie dla niemieckiej tożsamości? Może to brzmieć jak szaleństwo, lecz to Merkel zachowała się jako silna niemiecka patriotka, podczas gdy anty-imigranci wychodzą na słabeuszy.

Jeśli pozostaniemy na poziomie samo-obwiniania i poczucia winy, świetnie posłużymy tym u władzy, którzy podżegają do konfliktów między imigrantami a klasą robotniczą (która czuje się przez nich zagrożona) i chcą utrzymać swoje poczucie wyższości moralnej.

Faktycznie, jeśli ktoś zaczyna w ten sposób myśleć, politycznie poprawna lewica zaczyna krzyczeć o faszyzmie (patrz wściekły atak na irlandzką pisarkę Angelę Nagle za jej wyjątkowy esej „Sprawa lewicy przeciwko otwartym granicom”).

Żeby przedstawić to w terminologii maoistowskiej, ‘sprzeczność’ pomiędzy popierającymi otwarte granice a populistycznymi anty-imigrantami to fałszywa ‘sprzeczność drugiego rzędu’, której głównym celem jest ukrycie faktu, iż należy przebudować cały system ekonomiczny. Który to system w swojej obecnej formie powoduje migracje poprzez kreowanie olbrzymich nierówności pomiędzy regionami i niekończące się dążenie do ‘wzrostu’.