Dlaczego mniej ważne sprzeczności się liczą: maoistyczny punkt widzenia

Why Secondary Contradictions Matter - A Maoist View

Już nawet przy przelotnym spojrzeniu na ten ambaras można zrozumieć, że jesteśmy uwikłani w skomplikowane społeczne zmagania: napięcia pomiędzy liberalnym establishmentem a nowym populizmem, problemy ekologiczne, dążenia do feminizmu i wolności seksualnej, zmagania etniczne i religijne, walka o uniwersalne prawa człowieka, walka przeciwko cyfrowej dominacji…

Jak to wszystko pogodzić bez uczynienia jednego z tych problemów (czy to ekonomiczne, związane z feminizmem czy też antyrasistowskie) tym najważniejszym, którego rozwiązanie gwarantuje rozwiązanie pozostałych? Pół wieku temu, kiedy fala maoizmu była najsilniejsza, rozróżnienie pomiędzy ‘pierwotnymi’ i ‘wtórnymi’ sprzecznościami przez Mao Zedonga (z jego traktatu „O sprzecznościach” napisanego w 1937 r.) było w powszechnym użyciu w politycznych debatach. Być może warto przywołać to rozróżnienie w kontekście poruszonej kwestii. 

Kiedy Mao mówi o ‘sprzecznościach’, używa tego pojęcia w prostym znaczeniu walki przeciwieństw, naturalnych i społecznych antagonizmach, nie w jednoznacznym dialektycznym sensie sformułowanym przez Hegla. Teorię sprzeczności Mao można przedstawić w czterech punktach:

– Po pierwsze określona sprzeczność jest tym, co pierwotnie definiuje jakąś rzecz, czyni ją taką, jaka jest, nie pomyłką, nie błędem, lecz w pewnym sensie tą charakterystyczną cechą, która trzyma tę rzecz razem. Jeśli sprzeczność znika, rzecz traci swoją tożsamość. Klasyczny marksistowski przykład: w całej dotąd historii, pierwotną ‘sprzecznością’, która definiowała każde społeczeństwo, była walka klasowa.

– Po drugie sprzeczność nigdy nie jest pojedyncza, lecz zależy od innych sprzeczności. Własny przykład Mao: w społeczeństwie kapitalistycznym sprzeczności między proletariatem a burżuazją towarzyszą inne sprzeczności ‘mniej ważne’, takie jak te pomiędzy imperialistami a ich koloniami. 

– Po trzecie podczas gdy druga sprzeczność zawsze zależy od pierwszej, ta ważniejsza nie zawsze jest dominująca. Sprzeczności mogą się zamieniać miejscami ze względu na ważność. Powiedzmy, jeśli kraj jest pod okupacją, zazwyczaj to klasa rządząca jest skorumpowana do współpracy z okupantem aby zachować swoją uprzywilejowaną pozycję, tak więc walka z okupantem staje się priorytetem. To samo odnosi się do walki przeciwko rasizmowi, kiedy napięcia rasowe i wyzysk dominują, dla klasy robotniczej jedynym działającym sposobem na walkę jest skupienie się na walce z rasizmem (to dlatego każdy apel do białej klasy robotniczej, w dzisiejszym skrajnym prawicowym populizmie, jest zdradą wobec zmagań klasowych).

– Po czwarte sprzeczność pierwotna również może ulec zmianie. Można obecnie argumentować, iż być może walka ekologiczna wyznacza ‘najważniejszą sprzeczność’ w naszym społeczeństwie ponieważ dotyczy zagrożenia naszego przetrwania jako gatunku ludzkiego. Można argumentować, oczywiście, że naszą ‘najważniejszą sprzecznością’ pozostaje antagonizm globalnego systemu kapitalistycznego, ponieważ problemy ekologiczne są wynikiem nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych, którą napędza kapitalistyczne dążenie do zysku. Jednak trudno powiedzieć, czy ten ekologiczny bałagan może zostać sprowadzony jedynie do efektu ekspansji kapitalizmu. Katastrofy ekologiczne związane z działalnością człowieka miały miejsce jeszcze przed kapitalizmem i nie ma powodu, dla którego dobrze prosperujące społeczeństwo post-kapitalistyczne nie miałoby stawić czoła podobnemu impasowi.

Podsumowując, podczas gdy zawsze występuje sprzeczność pierwotna, sprzeczności mogą zamieniać się miejscami ze względu na ważność. W związku z tym, kiedy mamy do czynienia ze skomplikowaną serią sprzeczności, powinniśmy nie tylko namierzyć pierwotną sprzeczność, ale również pamiętać o tym, że pierwotne i wtórne sprzeczności nie pozostają w bezruchu: z czasem zamieniają się miejscami. Ta różnorodność sprzeczności nie jest tylko warunkowym empirycznym faktem, ona definiuje samo pojęcie (pojedynczej) sprzeczności. Każda sprzeczność jest zależna od istnienia ‘co najmniej jednej’ (innej sprzeczności) i jej ‘życie’ tkwi w sposobie, w jaki wchodzi ona w interakcje z innymi sprzecznościami. Jeżeli sprzeczność miałaby zostać sama, nie byłaby to ‘sprzeczność’ (walka przeciwności), lecz stała przeciwność. ‘Walka klasowa’ jest nierozerwalne związana ze sposobem, w jaki determinuje ona relacje między płciami, zmagania z naturą w procesie rozwoju produkcji, napięcia między różnymi kulturami i rasami…

Jakkolwiek te rozmyślania mogą się wydawać beznadziejnie przestarzałe i staromodne, zyskują obecnie nowe znaczenie. Mój pierwszy ‘maoistyczny’ argument jest taki, że aby zająć odpowiednie stanowisko w każdym z obecnych zmagań, należałoby odpowiednio umiejscowić każde z nich w sieci powiązań z innymi zmaganiami. Ważną zasadą jest tutaj, że, niezgodnie z obecnymi trendami, 

powinniśmy się trzymać ‘binarnej’ formy przeciwieństw i przekładać każdorazowe pojawienie się złożonych pozycji na połączenie ‘binarnych’ przeciwieństw. Dziś nie mamy trzech głównych pozycji (liberalno-centrystyczna hegemonia, prawicowy populizm i nowa lewica), lecz dwa antagonizmy: prawicowy populizm przeciwko liberalno-centrystycznemu establishmentowi, z czego oba, jako dwie strony obowiązującego kapitalistycznego porządku, są nastawione przeciwko lewicowemu zagrożeniu wobec tego porządku. 

Zacznijmy od prostego przykładu. Macedonia: co się kryje w tej nazwie? Kilka miesięcy temu rządy Macedonii i Grecji skonkretyzowały porozumienie w sprawie rozwiązania problemu nazwy ‘Macedonia’. Rozwiązanie to zostało natychmiast zaatakowane przez radykałów w obu krajach: greccy oponenci twierdzą, że Macedonia to stara grecka nazwa, natomiast oponenci macedońscy poczuli się poniżeni i zredukowani do ‘Północnej’ prowincji, ponieważ tylko oni jako jedyny naród nazywają się ‘Macedończykami’. Nie było to doskonałe rozwiązanie, ale jako jedyne dawało cień nadziei na rozwiązanie długiej i bezsensownej walki poprzez rozsądny kompromis. Jednak ten konflikt stał się częścią większego konfliktu pomiędzy wielkimi mocarstwami (USA i UE po jednej stronie, Rosja po drugiej). Zachód naciska obie strony by zaakceptowały ów kompromis, tak aby Macedonia mogła zostać szybko przyłączona do UE i NATO, podczas gdy Rosja robi to samo w druga stronę (widząc w tym zagrożenie dla swoich wpływów na Bałkanach) popierając w różnym stopniu rozjuszone konserwatywne nacjonalistyczne siły w obu krajach. Tak więc po czyjej stronie powinniśmy tu być? Uważam, iż powinniśmy zdecydowanie poprzeć kompromis z tego prostego powodu, iż jest to jedyne rozsądne rozwiązanie. Rosja stoi w opozycji tylko dlatego, że zagraża to jej geopolitycznym interesom, bez podania innego rozwiązania. Tak więc popieranie tutaj Rosji oznaczałoby poświęcenie rozsądnego rozwiązania na rzecz pojedynczego problemu Grecji i Macedonii z ich relacjami mającymi związek z międzynarodowymi interesami geopolitycznymi. 

Idźmy jednak dalej i rozważmy przypadek Juliana Assagne i Wikileaks, gdzie widzimy, że również mamy dwa powiązane ze sobą zmagania. Nasze wielkie media skupiły się ostatnio na związkach Assagne’a z Rosją i tym, że ‘mieszał’ w wyborach w USA. Spotkał się z Manafortem czy nie? Itd. Jak zwykle w takim przypadku, mamy do czynienia z brudnymi grami politycznymi: kiedy Zjednoczone Królestwo oznajmiło, iż nie wyda Assagne krajowi, w którym mogłaby go czekać kara śmierci (zamiast po prostu powiedzieć, że nie zostanie wydany ze względu na Wikileaks), tak naprawdę potwierdziły tym samym, że taka ekstradycja jest możliwa. Ale nie powinniśmy się wikłać w dyskusje, które biorą pod uwagę jedynie ‘wtórne sprzeczności’. Wikileaks to coś znacznie więcej niż element walki pomiędzy Rosją a USA czy też Trumpem a establishmentem USA (‘rosyjskie wpływy’ w ostatnich wyborach w Stanach). ‘Pierwotną sprzecznością’ jest tutaj walka przeciwko nowym formom cyfrowej kontroli i regulowaniem naszego życia, przeciwko koalicji między agencjami rządowymi (NSA) i wielkimi korporacjami (Google itd.), które coraz bardziej forsują kontrolowanie naszego życia, czego z zasady nie jesteśmy nawet świadomi. To na tym polega przypadek Wikileaks a wszystkie dyskusje na temat błędów Assagne’a mają na celu wypaczenie prawdziwego sensu. 

Teraz weźmy pod uwagę aresztowanie Meng Wanzhou, głównej dyrektor finansowej Huawei i zarazem córkę założyciela firmy. Jest oskarżona o złamanie sankcji, jakie USA nałożyły na Iran i grozi jej ekstradycja do USA, gdzie może zostać skazana nawet na 30 więzienia, jeżeli okaże się winna. Co jest tutaj prawdą? Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że wszystkie duże korporacje dyskretnie łamią prawo w ten czy inny sposób. Ale w tym przypadku widać, iż jest to ‘mniej ważna sprzeczność’ i że toczy się tutaj inna gra. Nie chodzi tu o handel z Iranem, lecz o dominację o wpływy w produkcji oprogramowania cyfrowego. To,co symbolizuje Huawei to nie są już Chiny Foxconnu, miejsca, gdzie pół-niewolnicy składali części maszyn wymyślonych gdzie indziej, lecz krajem, który sam wytwarza oprogramowanie. Chiny mają potencjał, by zostać silniejszym przedstawicielem rynku cyfrowego niż Japonia z Sony i Korea Południowa z Samsungiem.

Ale dość pojedynczych przykładów. Sprawy są bardziej skomplikowane, gdy chodzi o walkę o uniwersalne prawa człowieka. Mamy tu ‘sprzeczność’ między tymi, którzy proponują te prawa i tymi, którzy ostrzegają, że, w swojej podstawowej wersji, uniwersalne prawa człowieka nie są prawdziwie uniwersalne, tylko wyraźnie faworyzują wartości Zachodu (np. prawa jednostki są ważniejsze niż prawa zbiorowości itd.) i przez to tworzą ideologiczny neokolonializm. Nic dziwnego, skoro prawa człowieka służyły jako usprawiedliwienie wielu interwencji wojskowych od Iraku do Libii. Zwolennicy uniwersalnych praw człowieka natomiast odpowiadają, że odrzucenie tychże praw często służy lokalnym formom autorytarnym i represjom jako określonemu sposobowi życia. Jaką więc podjąć decyzję? Kompromis spotkania się ‘w połowie drogi’ nie wystarczy, tak więc powinno się preferować uniwersalne prawa człowieka z bardzo określonego powodu. Wymiar uniwersalny musi służyć jako środek, dzięki któremu różne sposoby na życie będą mogły ze sobą koegzystować, a Zachodnie pojęcie uniwersalności praw człowieka zawiera wymiar samokrytyki, który widzi swoje własne ograniczenia. Kiedy standardowe Zachodnie idee są krytykowane za określoną stronniczość, ta krytyka sama w sobie musi się zwrócić w stronę bardziej autentycznego pojęcia uniwersalizmu, które pozwoli nam zobaczyć jak wypaczony jest ów fałszywy uniwersalizm. 

Jednak jakaś forma uniwersalizmu jest zawsze obecna, nawet skromna wizja koegzystencji różnych i całkiem niekompatybilnych ze sobą stylów życia  musi się na nim opierać. Krótko mówiąc, znaczy to, iż ‘nadrzędna sprzeczność’ to nie jest napięcie/napięcia między różnymi stylami życia lecz ‘sprzeczność’ wewnątrz każdego z nich (‘kultura’, organizowanie korzystania z niej) pomiędzy jego wyjątkowością a dążeniem do uniwersalizmu. Używając terminologii technicznej, każdy styl życia jest z definicji w potrzasku ‘pragmatycznych sprzeczności’, jego słuszność jest umniejszana nie poprzez obecność innych, lecz przez własną niespójność. 

Sprawy komplikują się nawet bardziej przez ‘sprzeczność’ pomiędzy zejściem alt-right w stronę seksistowskiego/rasistowskiego prostactwa a politycznie poprawnym, sztywnym regulacjom moralnym. Stąd jest istotne z punktu widzenia progresywnej walki o emancypację, aby nie akceptować tych sprzeczności jako ‘nadrzędnych’, ale by odsłonić w nich wykrzywione i wypaczone echa walk klasowych. Z faszystowskiego punktu widzenia, populistyczna prawicowa postać wroga (połączenie finansowych elit i imigrantów-najeźdźców) łączy ze sobą obie ekstremalne formy hierarchii społecznej, przez co rozmywa zmagania klasowe. Na przeciwległym końcu zaś, prawie symetrycznie, politycznie poprawne wysiłki w kierunku anty-seksizmu i anty-rasizmu ledwie ukrywają to, że podstawowym celem jest rasizm i seksizm ze strony białej klasy robotniczej a tym samym zneutralizowanie zmagań klasowych. Przez to określanie poprawności politycznej mianem marksizmu jest błędne. Przeciwnie, poprawność polityczna ze swoim pseudo-radykalizmem jest tak naprawdę ostatnią obroną ‘burżuazyjnego’ liberalizmu przeciwko marksizmowi, która zaciemnia obraz walk klasowych jako ‘nadrzędnej sprzeczności’.

To samo tyczy się zmagań transgenderowych i ruchu ’#MeToo’. Są one determinowane przez ‘nadrzędną sprzeczność’ zmagań klasowych, która wprowadza antagonizmy w samym ich sercu. 

Czarnoskóra Tarana Burke, która zapoczątkowała kampanię ‘#MeToo’ ponad dekadę temu, zauważyła niedawno w krytycznej wypowiedzi, że w latach od rozpoczęcia ruchu rozwinęła się niepodważalna obsesja na punkcie sprawców, cykliczny cyrk oskarżenia, winy i braku taktu. „Usilnie pracujemy nad tym, aby popularna narracja na temat ‘#MeToo” odwróciła się od tego” – powiedziała Burke. „Musimy zmienić narrację, że to jest wojna płci przeciwko mężczyznom i że jest tylko dla określonej grupy ludzi – białych, cis-seksualnych, heteroseksualnych znanych kobiet”. Krótko mówiąc powinno się dołożyć starań, aby ‘#MeToo’ skupiło się na cierpieniu milionów zwyczajnych kobiet pracujących, jak i gospodyń domowych. Może to zostać zrobione stanowczo. Na przykład w Korei Południowej ‘#MeToo’ wybuchło demonstracjami dziesiątek tysięcy kobiet przeciwko eksploatacji seksualnej.

Trwające obecnie protesty Żółtych Kamizelek (gilets jaunes) skupiają w sobie to wszystko, o czym rozmawiamy. Zaczęły się jako oddolny ruch, który urósł z powodu ogólnego niezadowolenia spowodowanego nowym eko podatkiem od benzyny i diesla, odebranym jako uderzenie w tych, którzy mieszkają na przedmieściach i nie mogą liczyć na publiczny transport. W ciagu ostatnich tygodni ruch uzbroił się w całą listę wymagań, włączając w to Frexit (wyjście Francji z UE), niższe podatki, wyższe pensje i poprawę ogólnej siły nabywczej zwykłych obywateli Francji. Przedstawiają oni typowy przykład lewicowego populizmu, eksplozji ludzkiego gniewu w całej swojej niespójności: niższe podatki ale więcej pieniędzy na edukację i opiekę medyczną, tańsza benzyna i problemy ekologiczne… Mimo iż nowy podatek benzynowy był wymówką, czy raczej pretekstem (i stąd nie do końca tym, ‘o co chodzi’ w protestach), ważne jest, żeby zauważyć, iż to, co sprowokowało protestujących było zaplanowanym ruchem przeciwko globalnemu ociepleniu. Dlatego Trump entuzjastycznie poparł żółte kamizelki (a nawet mu się wydawało, że niektórzy krzyczeli „Chcemy Trumpa”), zauważywszy, że jednym z żądań było odstąpienie Francji od porozumienia paryskiego. (W pokoju hotelowym można powiesić na drzwiach znak z napisem ‘Proszę posprzątać’ lub ‘Proszę nie przeszkadzać’. Zawsze, kiedy widzę ten znak, wyobrażam sobie, że na tej samej stronie jest napis ‘Proszę posprzątać nie przeszkadzając’. Czyż żądania żółtych kamizelek nie są podobne sprzeczne ze sobą?’Proszę zapewnić nam tańsze paliwo jednocześnie dbając o środowisko’)

Ruch żółtych kamizelek wpasowuje się w specyficzną francuską lewicową tradycję wielkich protestów wymierzonych w polityczne, bardziej niż w biznesowe czy finansowe, elity. Jednak w przeciwieństwie do protestów z 68’, żółte kamizelki są bardziej ruchem France profonde (‘głęboka Francja’), rewoltą przeciwko wielkim terenom metropolitalnym, co oznacza, że orientacja lewicowa jest bardziej niewyraźna. (Zarówno le Pen, jak i Melenchon popierają protesty.) Jak to było do przewidzenia, komentatorzy pytają, która siła polityczna przywłaszczy sobie energię rewolty, le Pen czy nowa lewica, podczas gdy ‘puryści’ twierdzą, że powinna pozostać ’czystym’ ruchem trzymającym się z dala od ustalonej polityki. Jedno powinno być tutaj jasne: w tym wybuchu żądań i okazywania niezadowolenia, wiadomym jest, że protestujący nie wiedzą, czego chcą. Nie mają wizji społeczeństwa, jakiego by chcieli, jedynie mieszankę wymagań, które są niemożliwe do spełnienia w obrębie tego systemu. Ta cecha jest kluczowa: ich wymagania wyrażają interesy osadzone w istniejącym systemie, a jednocześnie są z nim niekompatybilne. 

Nie powinno się zapominać, że protestujący kierują swoje żądania w stronę (politycznego) systemu w swoim najlepszym wydaniu, co we Francji oznacza Macrona. Protestujący wyznaczyli kres marzeń Macrona. Przypomnijmy sobie entuzjazm towarzyszący temu, jak Macron przedstawił nową nadzieję nie tylko na pokonanie zagrożenia prawicowego, lecz na zapewnienie o nowej wizji progresywnej tożsamości Europy, która doprowadziła do tego, że nawet tak przeciwni sobie filozofowie, jak Habermas i Sloterdijk go w tym poparli. Przypomnijmy sobie też, jak każdy przejaw krytyki Macrona ze strony lewicy, każde ostrzeżenie na temat ograniczeń jego projektu było z miejsca postrzegane ‘obiektywnie’ jako popieranie Marine le Pen. 

Dziś, kiedy protesty we Francji trwają, jesteśmy brutalnie skonfrontowani ze smutną prawdą na temat entuzjazmu związanego z popieraniem Macrona. Telewizyjna odezwa Macrona do protestujących z 10 grudnia była żałosnym przedstawieniem, pół-kompromisem, pół-przeprosinami, które nikogo nie przekonały, a jedynie okazały się brakiem wizji. Macron może być najlepszym systemem, ale jego polityka jest silnie osadzona w liberalno-demokratycznych współrzędnych oświeconej technokracji. Jak wie każdy, kto ma problemy z zatwardzeniem, czopek występuje w postaci stałej i jest aplikowany doodbytniczo, aby wspomóc wypróżnienie. Zawsze wydawało mi się dziwne to, że tak odpychającą czynność można przedstawić w takich filozoficznie brzmiących określeniach. Czy nie jest podobnie, kiedy wielu naszych ekspertów od ekonomii wyraża się w podobny sposób mówiąc o brutalnych środkach, które wyrządzają krzywdę ‘stabilizacji’ i ‘uregulowaniu’ zwykłych ludzi? Macron mieści się w tych eksperckich ramach, dlatego jego wystąpienie wywołało taki gniew. 

Dlatego powinniśmy powiedzieć protestującym warunkowe TAK – warunkowe, ponieważ stało się jasne, iż lewicowy populizm nie ma do zaoferowania realnej alternatywy wobec systemu. Wyobraźmy sobie, że protestujący w jakiś sposób wygrywają i przejmują władzę, po czym zachowują się zgodnie z współrzędnymi istniejącego systemu, jak to zrobiła Syriza w Grecji.  Co by się stało? Prawdopodobnie coś w rodzaju ekonomicznej katastrofy. Nie oznacza to jednak, że po prostu potrzebujemy innego systemu społeczno-ekonomicznego, który byłby w stanie spełnić żądania protestujących. Proces radykalnej przemiany spowodowałby zamiast tego jedynie wzrost żądań i oczekiwań. Powiedzmy – ceny paliwa; to czego naprawdę potrzeba to nie tanie paliwo, lecz zmniejszenie zależności od ropy ze względu na ochronę środowiska; nie potrzebujemy zmiany transportu lecz całego stylu życia. To samo tyczy się niższych podatków, a także opieki medycznej i edukacji: cały paradygmat musi ulec zmianie. 

To samo można odnieść do naszego innego dużego problemu etyczno-politycznego: jak poradzić sobie z napływem uchodźców? Rozwiązaniem nie jest otwarcie granic dla każdego chętnego i osadzenie tej otwartości w naszym zgeneralizowanym poczuciu winy (‘kolonizacja jest naszą największą zbrodnią, za którą będziemy płacić bez końca’). Takie podejście to kliniczny przykład paradoksu superego potwierdzonego przez sposób, w jaki imigranci fundamentaliści reagują na lewicowo-liberalne poczucie winy. Jeśli pozostaniemy na tym poziomie, świetnie przysłużymy się tym u władzy, którzy podżegają do konfliktów między imigrantami a klasą robotniczą (która czuje się przez nich zagrożona) i chcą utrzymać swoje poczucie wyższości moralnej. (Faktycznie, jeśli ktoś zaczyna w ten sposób myśleć, politycznie poprawna lewica zaczyna krzyczeć o faszyzmie: patrz wściekły atak na irlandzką pisarkę Angelę Nagle za jej wyjątkowy esej „Sprawa lewicy przeciwko otwartym granicom”). Po raz kolejny ‘sprzeczność’ pomiędzy zwolennikami otwartych granic a antyimigranckimi populistami jest fałszywą ‘sprzecznością wtórną’, której głównym celem jest zaciemnianie faktu, iż potrzebujemy zmiany samego systemu, to znaczy, że cały międzynarodowy system ekonomiczny w obecnej formie sprzyja pojawianiu się uchodźców. 

Czy oznacza to, że mamy cierpliwie czekać na wielką zmianę? Nie, możemy zacząć teraz od sposobów, które mogą się wydawać skromne, niemniej jednak to one podkopią fundamenty obecnego systemu, jak cierpliwy kret pod ziemią. A gdybyśmy tak zrobili gruntowny przegląd naszego całego systemu finansowego, co wpłynęłoby na zasady, jakimi rządzą się kredyty i inwestycje? Wdrożyli nowe regulacje, które zapobiegłyby eksploatacji krajów trzeciego świata, z których pochodzą uchodźcy? 

Stare motto z 68’ Soyons realistes, demandons l’impossible! ( ‘Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego’) wciąż jest na czasie, pod warunkiem, że zastanowimy się nad kierunkiem, który powinno obrać. Po pierwsze ‘żądanie niemożliwego’ istnieje w sensie bombardowania obecnego systemu wymaganiami, których nie może on spełnić: otwarte granice, lepsza opieka medyczna, wyższe zarobki… W takim miejscu jesteśmy w chwili obecnej, w samym środku histerycznej prowokacji naszych mistrzów, technokratycznych ekspertów. Po tej prowokacji musi nastąpić kluczowe posunięcie: wymaganie niemożliwego nie od systemu lecz wymaganie ‘niemożliwych’ zmian w owym systemie. Mimo iż takie zmiany wydają się ‘niemożliwe’ (nie do pomyślenia przy współrzędnych systemu), jest oczywiste, że są one wymagane przez nasze ekologiczne i społeczne położenie jako jedyne sensowne rozwiązanie. 

W tym momencie musi być jasne, że aby wykonać ten krok, musi nastąpić odwrót od histeryków do Mistrza, który musi się pojawić: potrzebujemy nowego Mistrza. Tutaj dochodzimy do poważnego ograniczenia tak chwalonego charakteru francuskiego protestu ‘bez przywódcy’, jego chaotycznej organizacji. Nie wystarczy, aby lider słuchał ludzi i sformułował program, którego chcą, związanego z ich interesami. Stary Henry Ford miał rację mówiąc, że kiedy zaproponował swój pierwszy seryjnie wyprodukowany samochód, nie polegał na tym, czego chcieli ludzie. Jak powiedział, kiedy pytano ludzi, czego oczekują, zawsze mówili, że ‘lepszego i silniejszego konia do ciągnięcia powozu’. Znajduje to również wydźwięk w motto Steve’a  Jobsa: „ludzie zazwyczaj nie wiedzą czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz”. Pomimo całej krytyki działań Jobsa, zbliżył się on do bycia prawdziwym Mistrzem jeśli chodzi o rozumienie tego motta. Zapytany o to, w jakim stopniu Apple korzysta z opinii klientów, odciął się, że ‘ w żadnym. To nie jest zadanie klienta, żeby wiedział, czego chce… to my decydujemy czego my chcemy’.  Tak działa prawdziwy mistrz. Nie stara się odgadnąć, czego chcą ludzie. On jest posłuszny swoim pragnieniom i pozwala decydować ludziom, czy chcą za tym podążać. Innymi słowy, jego siła tkwi w wierności wobec swojej wizji, w niezgodzie na kompromis. 

To samo tyczy się politycznego lidera potrzebnego obecnie. Protestujący we Francji chcą ‘lepszego (silniejszego i tańszego) konia’ – w tym wypadku, jak na ironię, tańszego paliwa do swoich samochodów.  Powinni natomiast dostać wizję społeczeństwa, gdzie cena paliwa tak naprawdę nie ma znaczenia w ten sam sposób, w jaki nie ma go cena paszy dla koni w obliczu pojawienia się samochodów. 

Możliwy kontrargument jest taki, że ‘chaotyczny’, zdecentralizowany charakter ruchu żółtych kamizelek bez przywódcy jest właśnie ich siłą: zamiast jasnego czynnika kierującego żądania do władz i przez to przedstawiającego się jako partnera do rozmów, mamy wielopostaciowy nacisk opinii publicznej. To, co sprawia, że mający władzę panikują, to właśnie fakt, iż ta presja nie może zostać dokładnie zlokalizowana w określonym przeciwniku lecz pozostaje w formie, którą Negri nazwał mnogością. Jeśli ta presja wyrazi się w konkretnych żądaniach, nie będzie to to, w czym tkwi sens protestu… Jednakże w pewnym momencie historyczne żądania muszą się przełożyć na polityczny program (jeśli nie – znikną), a my być może powinniśmy odczytać żądania protestujących jako wyraz głębszego niezadowolenia z liberalno-demokratycznego, kapitalistycznego porządku, w którym żądania mogą być spełnione tylko w procesie parlamentarnej, politycznej reprezentacji. Innymi słowy, protesty zawierają w sobie głębsze wymaganie innej logiki ekonomiczno-politycznej organizacji i z tego powodu potrzebny jest przywódca, który opracuje procedurę wdrażania owych wymagań.