Demokratyczna lewica, nie liberalny establishment, może pokonać Trumpa

Democratic left, not liberal establishment, can defeat Trump

Teraz, gdy kolejny tydzień chaotycznej aktywności prezydenta Trumpa jest już za nami i powoli zaciera się w pamięci, możemy wysnuć refleksje na temat pożogi, jaką po sobie pozostawił w trakcie zagranicznej podróży. 

Prezydent USA odwiedził trzy miejsca: Brukselę – gdzie spotkał się z kluczowymi przywódcami europejskimi, Londyn – gdzie zobaczył się z Theresą May i królową, oraz Helsinki – gdzie razem z Władimirem Putinem wziął udział w szczycie. 

Podczas gdy wielu publicystów zauważyło pozornie dziwny fakt, że Trump był znacznie bardziej przyjaźnie nastawiony do (tak postrzeganych) wrogów Ameryki niż do tradycyjnych przyjaciół, nie powinno nas to za bardzo dziwić.  Zamiast tego powinniśmy skierować swoją uwagę gdzie indziej. Jak to często bywa z Trumpem, reakcje na jego zachowanie są z reguły ważniejsze od tego, co faktycznie zrobił czy powiedział. 

Różne punkty widzenia

Zacznijmy przez porównanie wypowiedzi Trumpa z tym, co powiedzieli jego partnerzy. Kiedy Trumpa i May zapytano o to, co sądzą na temat przypływu imigrantów do Europy, Trump brutalnie i szczerze przedstawił swój populistyczny i anty-imigrancki pogląd: imigranci są zagrożeniem dla europejskiego stylu życia, destabilizują poczucie bezpieczeństwa, przynoszą przemoc i nietolerancję. Czyli nie powinniśmy ich wpuszczać.

Uważny słuchacz mógł zauważyć, że Theresa May powiedziała dokładnie to samo, tylko że w bardziej dyplomatyczny i ‘cywilizowany’ sposób: imigranci przynoszą różnorodność, dokładają się do naszego dobrobytu, ale powinniśmy uważnie sprawdzać, kogo wpuszczamy. Stąd mamy przedsmak wyboru, który coraz bardziej staje się jedynym, jaki mamy: bezpośrednie populistyczne barbarzyństwo lub bardziej cywilizowaną wersję tej samej polityki, barbarzyństwo z ludzką twarzą. 

Generalnie reakcje na Trumpa z całego spektrum, zarówno za strony Republikanów, jak i Demokratów w USA, były globalnym szokiem i  zdumieniem. Niektóre na pograniczu paniki. Słyszeliśmy, że na Trumpie nie można polegać i że wprowadza chaos. 

Na przykład na początek zarzucił Niemcom, że są zależni od rosyjskiego gazu i przez to stają się podatni na krzywdę ze strony wroga NATO, a kilka dni później chwalił dobre stosunki z Putinem. 

No i te jego maniery: w czasie spotkania z królową pogwałcił protokół mówiący o tym, jak zachowywać się w obecności monarchini. Niezbyt też słucha swoich demokratycznych partnerów będąc dużo bardziej podatnym na urok Putina, z którego robi się obecnie największego wroga Ameryki. 

Zbyt miły

W rzeczy samej, jego zachowanie na konferencji prasowej z Putinem w Helsinkach było nie tylko rzekomo niespotykanym poniżeniem (tylko pomyślcie – nie zachował się jak pryncypał Putina), a niektóre z jego oświadczeń mogłyby być uważane za czystą zdradę.

Plotki na temat tego, że Trump zachowuje się jak marionetka Putina pojawiły się ponownie, ponieważ jego rosyjski odpowiednik ma coś na niego (słynne rzekome zdjęcia prostytutek oddających mocz w Moskwie?) i na część amerykańskiego establishmentu. Demokraci i niektórzy Republikanie zaczęli rozważać szybki impeachment, nawet jeśli to Mike Pence miałby być następcą. 

Ogólna konkluzja była taka, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest już przywódcą wolnego świata. Lecz czy kiedykolwiek nim był? Tu powinien się zacząć nasz kontratak. 

Zacznijmy od tego, że ogólne zamieszanie na temat wypowiedzi Trumpa zawiera gdzieniegdzie prawdę: czy nie miał on racji mówiąc, że powinno nam zależeć na dobrych relacjach z Rosją i Chinami by zapobiec wojnie? Czy nie miał częściowo racji, kiedy zaczął wojnę z opłatami żeby chronić amerykańskich pracowników?

Faktem jest, że istniejące prawo związane z handlem międzynarodowym i finansami jest dalekie od równego i że europejski establishment obrażony przez Trumpa powinien spojrzeć na swoje własne grzechy. Czy już zapomnieliśmy, jak istniejące handlowe i finansowe zasady, które faworyzują silne europejskie państwa, szczególnie Niemcy, doprowadziły do ruiny Grecję?

Do tanga trzeba dwojga

Jeśli chodzi o Putina, to osobiście uważam, że Rosjanie prawdopodobnie mieszali się do amerykańskich wyborów, ale Putin został przyłapany na… czym właściwie? Na tym, co USA robią regularnie na masową skalę i uważają to za ratowanie demokracji (tylko nie w swoim przypadku)? Więc tak, Trump jest potworem, a kiedy ogłosił się ‘stabilnym geniuszem’, powinniśmy to odczytać jako dokładną odwrotność prawdy – jest niestabilnym idiotą, który wkurza establishment. Ale jako taki jest pewnym symptomem tego, co jest nie tak z samym establishmentem. A prawdziwym Potworem jest establishment zszokowany działaniami Trumpa. 

Podszyte paniką reakcje na ostatnie działania Trumpa pokazują, że umniejsza on  i destabilizuje polityczny establishment USA i jego ideologię. Więc nasza konkluzja powinna brzmieć: tak, jest niebezpiecznie, jest niepewność i elementy chaosu w międzynarodowych relacjach, ale powinniśmy tu pamiętać o starym motto Mao: ‘Wszędzie pod słońcem zapanował chaos – sytuacja jest doskonała’.

Nie traćmy nerwów. Zamiast tego wykorzystajmy tą sytuację, aby zorganizować inny antyestablishmentowy front z lewej strony. Sygnały są jasne – zaskakujące zwycięstwo wyborcze Alexandrii Ocasio-Cortez, samozwańczej socjal-demokratki w nowojorskich prawyborach, nad Joe Crowley’em, który urząd sprawował już dziesięciokrotnie, było początkiem terapii szokowej, która być może odmieni partię demokratyczną. Ludzie tacy, jak ona, nie te opatrzone twarze liberalnego establishmentu, powinni być naszą odpowiedzią na Trumpa.