Czy tradycyjna męskość jest toksyczna? Pojawia się cały nowy wszechświat wyrafinowanego zepsucia

‘Traditional masculinity toxic?’ New universe of subtle corruption emerges

Ostatnio grupka speców z Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego ogłosiła, że ‘tradycyjna męskość’ jest toksyczna. 

Bez zbytniego wstydu, tu są dokładnie te słowa, których użyli: „cechy tak zwanej ‘tradycyjnej męskości’, jak tłumienie emocji i ukrywanie zmartwień często pojawiają się na wczesnych etapach życia i są łączone z brakiem chęci do szukania pomocy przez chłopców i mężczyzn, a także skłonnością do ryzyka i agresji – stwarzają też zagrożenie dla siebie i innych, z którymi wchodzą w interakcje”. 

To, co czyni to stwierdzenie szczególnie niebezpiecznym, to mieszanka ideologii i pozornie neutralnych ekspertyz: silny ideologiczny gest wykluczenia zjawiska postrzeganego jako nieakceptowane jest prezentowany jako bezstronny opis medycznego faktu. 

Jak można nie przypomnieć sobie przy tym owianego złą sławą instytutu im. Serbskiego w Moskwie (świetnie sobie radzi nawet dzisiaj!), który za czasów ZSRR był szeroko znany z uznawania odmienności poglądów za chorobę psychiczną?

Dokładnie to samo dzieje się, kiedy męskość określana jest mianem ‘toksycznej’ pod przykrywką medycznej ekspertyzy. Prowadzi to do narzucania nowej normatywności, nowej postaci wroga. 

Nowa normalność

W rzeczy samej, w czasach normatywności heteroseksualnej, homoseksualizm był traktowany jako choroba, teraz jest to męskość, rozpatrywana pod kątem medycznym i traktowana jak choroba, którą trzeba zwalczać. Stąd wszystkie odniesienia do władzy, patriarchatu i uciśnienia kobiet nie mogą zaciemniać ideologicznej brutalności tego przedsięwzięcia. 

Dodatkowo fakt, iż ATP jest w to zaangażowane, przemawia za tym, że nie mamy do czynienia z przedłużeniem ‘Kulturowego marksizmu’, ponieważ ATP jest psychologicznym skrzydłem medycznego establishmentu. Tak więc mówimy tu o niczym mniej niż zwrotem w ideologicznej hegemonii głównego nurtu. 

Zarysy tego zwrotu zaczynają być wyraźne w chwili, kiedy przyjrzymy się bliżej liście obrazującej cechy ‘toksycznej męskości’: tłumienie emocji i ukrywanie zmartwień, niechęć do szukania pomocy, skłonność do podejmowania ryzyka pomimo możliwości doznania krzywdy. 

To nasuwa na myśl pytanie: cóż takiego jest na tej liście typowo męskiego?

Czy nie jest to bardziej akt odwagi, żeby w trudnej sytuacji potrafić zapanować nad emocjami, aby móc zrobić to, co słuszne, podjąć ryzyko, jeśli nie możemy liczyć na żadną pomoc, nawet jeżeli oznacza to wystawienie się na krzywdę? Oczywiście, w dobie Politycznej Poprawności takie stanowisko oznacza niebezpieczeństwo. 

Ale czym można zastąpić odwagę?

Z pierwszej ręki

Moje ostatnie osobiste doświadczenia mogą wiele powiedzieć w tym temacie. Byłem zaangażowany w obronę koleżanki oskarżonej przez absolwenta, że doszło między nimi do wymuszonej sytuacji intymnej. 

Szokujące było dla mnie to, że odwołano się do argumentu kariery aby przedstawić to zachowanie (strony oskarżającej w tym wypadku) jako bezproblemowe. Nie znam oskarżającego, nigdy go nie spotkałem ani nie czytałem niczego, co napisał, oprócz publicznie dostępnych e-maili. 

O co mi chodzi – przypuśćmy, że ma rację, że faktycznie był zniesmaczony, zmuszany itd. Dlaczego w takim razie w pełni odpowiadał na jej wiadomości, a czasem nawet podgrzewał atmosferę? Jego powtarzającą się odpowiedzią jest kariera, jakby to było takie oczywiste. 

Czy jednak ‘usprawiedliwianie się karierą’ jest takie zrozumiałe samo przez się? Kiedy przedstawiłem swoje zdanie, zostałem oskarżony, co było do przewidzenia, o niezrozumienie sposobu, w jaki działa władza na amerykańskich uniwersytetach – nie mogło to być dalsze od prawdy: od lat 70-tych XX wieku, kiedy zostałem absolwentem i następnie byłem przez lata bezrobotny (tak, za NIE bycie marksistą) po dziś dzień, kiedy to prawie zostałem wydalony z amerykańskiej akademii i mediów publicznych za moje problematyczne poglądy (krytyka Politycznej Poprawności itd.). 

W rezultacie tego miałem możliwość zobaczyć, jak władza działa we wszystkich swoich wcieleniach. Nie oczekuję od ludzi, że będą nie wiadomo jak heroiczni, ale są jakieś granice, zarówno zawodowe (zdrada wobec swojego powołania, jeśli ktoś takowe ma) i osobiste (pisanie namiętnych e-maili do kogoś, kogo uważa się za odpychającego, jak zrobił ów oskarżający), których nie powinno się przekraczać. 

W ten oto sposób ‘toksyczna męskość’ jest pozostawiona w tyle, w atmosferze nowej Politycznej Poprawności, gdzie jeden żart w kiepskim tonie może zrujnować czyjąś karierę, lecz bezwzględne karierowiczostwo uważane jest za normalne. Pojawia się więc cały nowy wszechświat wyrafinowanego zepsucia, gdzie oportunizm związany z karierą i donoszenie na kolegów z najniższych pobudek przedstawiany jest jako wyższa moralność.